Daibutsu w Kamakurze

By on 01-7-2013 in Japonia

Daibutsu w Kamakurze

Zdjęcie Wielkiego Buddy wykonane w wielkich bólach żonglowania aparatem i parasolkami. Niestety, podczas naszego jednodniowego wypadu z Tokio do Kamakury nie mieliśmy szczęścia z pogodą. Wcześniej wyobrażałam sobie, że przejdziemy się nawet na plażę i ujrzymy stamtąd Fuji, a tutaj ledwo dotarliśmy do słynnego Daibutsu, czyli posągu Wielkiego Buddy w świątyni Kōtoku-in. Zdążyliśmy tuż przed zamknięciem, ponieważ świątynia jest usytuowana stosunkowo daleko od dworca kolejowego w Kamakurze, a wcześniej wybraliśmy się do shintoistycznej świątyni Tsurugaoka Hachiman-gū. Niemniej, po dotarciu na miejsce byliśmy pod ogromnym wrażeniem. Warto było moknąć i wpadać w kolejne kałuże po drodze. Budda mierzy 14 m wysokości i jest drugim co do wielkości posągiem Buddy w Japonii. Pierwsze miejsce zajmuje posąg z Nary. Budda z Kamakury został wykonany z brązu w 1252 roku. Samo miasto Kamakura jest istotnym punktem na mapie Japonii, ponieważ w latach 1192 – 1333 było stolicą Kraju Kwitnącej Wiśni. Pierwsze ślady ludzkie na tych terenach datuje się na ok. 10 tys. lat wstecz, a źródła pisane pochodzące z VIII wieku głoszą, że miasto już wówczas było prężnie rozwinięte. Na mnie Kamakura ze swoimi licznymi świątyniami i wąskimi uliczkami pełnymi sklepów z tradycyjnymi japońskimi pamiątkami zrobiła pozytywne wrażenie. Byłoby piękniej, gdyby pogoda trochę bardziej dopisała ;) Za jakiś czas postaram się zamieścić również krótki artykuł o Kamakurze, w którym znajdziecie więcej zdjęć z lokalnych świątyń i sklepów.

8 Comments

  1. Czasami gorsza pogoda wbrew pozorom potrafi sprawić, że dane miejsce bardziej nam się podoba i ma ciekawszy klimat. My w Kamakurze trafiliśmy na piękną pogodę, co jak sądzę dodatkowo przyczyniło się do tego, że wokół było pełno turystów (jak dla mnie trochę za dużo) – na przykład nie było sposobu sfotografowania Wielkiego Buddy, aby ktoś nie wszedł w kadr ;), a na Twoim zdjęciu prezentuje się super.
    Przyznaję jednak, że górskie Nikko bardziej przypadło do gustu…

    • Masz racje, nawet mi wtedy przez myśl nie przeszło, że mamy tyle szczęścia, że oprócz nas nikogo już tam nie było ;) Choć nadal żałuję, że nie zwiedziliśmy więcej.
      Nikko mieliśmy odwiedzić właśnie dzisiaj, ale po wczorajszym wejściu na Fuji uznaliśmy, że potrzebujemy trochę odpoczynku i zostaliśmy na noc dłużej w Kawaguchiko. Idziemy zaraz na pojeździć rowerami wokół jezior, a potem onsen <3 Zamierzam też spróbować dzisiaj w końcu umeshu w pobliskim barze.
      A przy okazji mam pytanie. Marto, jak było na lotnisku w Narcie przy wylocie? Chodzi mi konkretnie o to czy jest tam jakiś bezcłowy sklep z japońskim alkoholem? Trzymam ostatnie jeny na jakieś pamiątki jedzeniowe i zastanawiam się, czy alkohol koupićo wcześniej, czy na lotnisku. Będę wdzięczna za radę ;)
      Pozdrawiam ciepło!

  2. Strasznie jestem ciekawa Twoich zdjęć i wrażeń z wejścia na Fuji!
    A umeshu koniecznie musisz spróbować. Dla mnie pychota! :)
    Lotnisko w Naricie jest spore i z tego co pamiętam to sklepów też jest niemało, tyle tylko, że odprawa i kontrola bezpieczeństwa zajęły nam na tyle długo, że gdy dotarliśmy pod gate’a to już trwał boarding, zatem nie powiem Ci, co dokładnie w tych sklepach kupisz. Natomiast jeżeli lecisz przez Dubaj to nie radzę przewozić jakiegokolwiek alkoholu w bagażu podręcznym, bo nawet jak będzie fabrycznie zapakowany, nawet w siatce z bezcłówki + paragon to i tak jest szansa, że podczas kontroli bezpieczeństwa w Emiratach i tak tego typu zakupy będą skonfiskowane. Na forym fly4free pisano o tym i my też widzieliśmy pewną nieprzyjemną sytuację, gdy jakaś kobieta nie wiedziała, co począć z zakupionymi w bezcłówce butelkami. Poza tym, na lotnisku będzie drożej, zatem polecam wcześniejsze zakupy i zapakowanie wszystkiego do walizki ;) A, jeszcze ważna sprawa – na Naricie ważą też bagaż podręczny więc uważaj na limit 7kg.

    • Dzięki śliczne za te informacje. Skorzystałam z Twojej rady i zaopatrzyłam się w kilka 300ml butelek sake i umeshu jeszcze przed wyjazdem na lotnisko. Spakowałam je do bagażu rejestrowanego i szczęśliwie nic się nie potłukło. Jedno sake już otworzyłam no i niestety, smakuje jak wódka :P A pozostałe wiozę w prezencie dla rodziny, więc dopiero wtedy popróbuję więcej ;)
      Wejście na Fuji było naprawdę trudne ze względu na pogodę, ale opowiem więcej przy okazji jakiegoś artykułu. Teraz czas zabrać się za zdjęcia i za pisanie, i stworzyć w końcu jakiś nowy post ;)

      • No to ciekawe zakupy zrobiłaś! :) Super, że wszystko dotarło w całości. Ja przywiozłam kilka butelek whisky i jedno umeshu ;)

        Czekam niecierpliwie na Twoje kolejne wpisy o Japonii i zdjęcia! Też jestem w trakcie pisania relacji, ale jeszcze chwilę mi to zajmie… ;)
        Pozdrawiam.

      • serdecznie gratuluję Wam wejścia na Fujisan .. to jest duża góra .. brawo .. podczas pielgrzymki na Koyasan spotkałem starszego Japończyka, który co rok od 50 lat wchodzi na Fujisan . . niesamowite …
        czekam bardzo na Twoje relacje i zdjęcia

        • Dziękuję pięknie! Dla mnie to naprawdę był wyczyn ze względu na chorobę wysokościową i nieciekawą pogodę, która zaskoczyła nas w nocy. Niemniej, podziwiam Japończyka o którym wspomniałeś. Ja już raczej nigdy nie wyruszę tam ponownie – było zbyt męcząco, choć mam stamtąd zabawne wspomnienia i chciałabym je takimi pozostawić ;)
          W te wakacje planuję wejść jeszcze na Rysy, ale od strony słowackiej, czyli tej łatwiejszej. Zobaczymy czy plan dojdzie do skutku i czy jakieś poszukiwania pracy nie pokrzyżują mi corocznego wyjazdu do Zakopanego ;) Tak samo teraz miałam mieć chwilę wolnego, popracować nad zdjęciami i artykułami, ale zaskoczyły mnie rozmowy kwalifikacyjne. No i oczywiście muszę nadrobić spotkania z rodziną połączone z prezentacją zdjęć z wyjazdu ;) Może wkrótce znajdę chwilkę wytchnienia i uda mi się coś stworzyć. Tak bardzo chciałam opisać ten wyjazd! :)

          • ni pali się – poczekamy :^) .. bedzie warto bo Twoje opisy i zdjęcia są bardzo ciekawe
            życzę wszystkiego dobrego w poszukiwaniu pracy i udanych rozmów kwalifikacyjnych

            przykro mi, że dopadła Cie choroba wyskościowa na Fujisan .. też jej raz doświadczyłem na wulkanie Shasta w Kaliforni tylko nieco wyższym niż Fujisan . .to są już wyskości wysokoalpejskie i często wymagają aklimatyzacji .. zrozumiałem, że szliście nocą by dotrzeć na wschód słońca zgodnie z tradycją .. podziwiam Wasz wysiłek

            a tu mały podarunek dla Ciebie .. z Rysów .. od strony polskiej .. tak to dosyć żmudne podejście ale chyba góra dużo niższa niż Fujisan :^)

            http://peregrino-pl.blogspot.com/2012/10/tatry.html

            słoneczne pozdrowienia :^) i życzę Ci dobrego lata

            piotr

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>